Dlaczego nie lubimy się na zdjęciach?

Zaktualizowano: 28 wrz 2021

Dlaczego 80% moich klientów jeszcze przed sesją zdjęciową mówi mi, że są niefotogeniczni, że nie lubią siebie na zdjęciach, że nie lubią pozować i będę miała z nimi trudny orzech do zgryzienia, aby dobrze ich sfotografować.



Zaś po sesji, kiedy wysyłam moim Klientom zdjęcia do wyboru, odpisują mi, że jest tak dużo dobrych ujęć, że nie wiedzą które wybrać?


Co powoduje, że nie lubimy swojej twarzy na zdjęciach, zaś rano podczas codziennej toalety, w lustrzanym odbiciu podobamy się sobie, i bynajmniej byśmy nie powiedzieli o sobie, że nie jesteśmy atrakcyjni? Owszem, jest kolosalna różnica między ruchomym obrazem a statycznym ujęciem jakie jest zdjęcie. Czy sekret kryje się w perspektywie? Czy to, że najczęściej zdjęcie, jest wykonane z perspektywy osoby nam obcej, powoduje że ona nie siedzi nas, nie może zobaczyć nas naszymi własnymi oczami? Być może.


Nie wiem, czy są w Polsce naukowcy, którzy poświęcają się temu zagadnieniu właśnie od strony psychologicznej, bo w dobie, kiedy każdy z nas ma w kieszeni najlepszy aparat fotograficzny jakim jest smartfon. W czasach, gdy większość dwudziestolatków robi sobie po kilka selfie dziennie, czy to oznacza , że my, pokolenie starszaków, którzy nie mieliśmy opcji doświadczyć manii auto portretowania ani aplikacji filtrów instagramowych, jesteśmy wyzbyci tej wiedzy i możliwości pokochania siebie? Myślę, że temat jest niezwykle ciekawy, jednak ja w niniejszym blogu skoncentruję się na ‚powierzchownym’ aspekcie bycia fotografowanym.


Co determinuje, że na jednym zdjęciu lubimy siebie bardziej lub mniej?

Czy kiedy jesteśmy sfotografowani w opcji ‚ukrytej kamery’, czyli nie jesteśmy świadomi bycia fotografowanymi, to wtedy to jak wychodzimy na zdjęciach podoba nam się, niż kiedy mamy pozować i świadomie patrzeć się w obiektyw? A może kiedy doświadczenie bycia fotografowanym jest zaaranżowane i w sumie ‚sztuczne;’ to wtedy nas to deprymuje, denerwuje i odrzucamy to doświadczenie jako nienaturalne? No bo przecież chcemy, abyśmy wyszli na zdjęciu super naturalnie, tak jak jesteśmy w naturze, a tutaj ktoś każe nam się patrzeć, kiedy najchętniej zapadlibyśmy się pod ziemię.


Bez dwóch zdań każdy z nas ma inne powody dlaczego nie lubi się na zdjęciach, lecz ja poniżej chcę opisać moje własne wnioski, wysuwające się z pracy z Klientami podczas sesji biznesowych.


Zdecydowanie kluczowym powodem jest po prostu brak doświadczenia profesjonalnej sesji zdjęciowej. Zazwyczaj jako osoba 30-40 letnia mieliśmy kilka okazji być sfotografowanym: zdjęcia legitymacyjne i inne zdjęcia do dokumentów, które ze swojej natury, mają nas pokazać w konkretnych parametrach (teraz zdjęcia biometryczne, które są bardzo niekorzystne), jako zdjęcia dokumentujące naszą fizjonomię a nie osobę, to kim jesteśmy. Zdjęcia te są wykonywane zazwyczaj dość szybko, opieszale, na ostatnią chwilę i ani fotograf, który je wykonuje nie ma ambicji wyłuskiwać z osoby fotografowanej naturalnego, zrelaksowanego wyrazu twarzy ani osoba fotografowana, nie oczekuje, że będzie na tych zdjęciach wyglądała jak gwiazda filmowa - choć ze łzą w oku należy przyznać, że w czasach, kiedy zdjęcia do dokumentów były wykonywane w technice analogowej i za aparatem fotograficznym stał fotograf z tytułem rzemieślnika w swoich fachu, zdjęcia te przynajmniej pod względem technicznym były na bardzo wysokim poziomie - niestety ‚instantowość’ fotografii cyfrowej i usługa w 5 minut spowodowały ogromny spadek jakości tych usług. Niestety ja nie wykonuję zdjęć do dokumentów w swoim studiu i z żalem spoglądam na moje własne zdjęcia do dokumentów, które wykonała mi Foto Irena w Poznaniu przy Placu Wielkopolskim.

Reasumując, nosimy w naszych portfelach dowody osobiste ze zdjęciami, których zazwyczaj się wstydzimy, i kolejne zdjęcia wykonane z administracyjnego przymusu tylko potęgują nasze przekonanie, że jesteśmy niefotogeniczni, jakby źli na tym świecie tylko ci fotograficzni.



Druga okazja, kiedy mogliśmy być fotografowani to nasz własny ślub. Ponoć fotografa ślubnego wybiera panna młoda, bo wiadomo, że to ona chce pięknie wyglądać na zdjęciach, też i jej kreacja daje większe pole do popisu, aniżeli standardowy ciemny garnitur pana młodego. Niemniej, celem zdjęć ślubnych jest oddanie ducha wydarzenia, zarejestrowanie emocji, udokumentowanie przebiegu ceremonii. Niestety podczas nakładania obrączek fotograf nie ‚krzyczy’ do młodych ‚głowa trochę w prawo albo w lewo’ aby wykonać lepsze zdjęcie. Choć mówi się, że fotografia ślubna to najlepszy marsz bojowy dla fotografa bo jest i reportaż i portret, to jednak rzadko kiedy fotograf ma pełny komfort pracy, bo najczęściej jest presja czasu, albo warunki pogodowe nie są takie jakby wszyscy oczekiwali. Też nie jest to najlepszy moment, aby uczyć świeżo poślubionych sztuki pozowania. Tym bardziej, że każdy fotograf chciałby, aby wykonane portrety były intymne, pełne uczuć i namiętności, a nie jest to takie proste dla osób, które nie są zawodowymi modelami, obytymi z procesem fotografowania, aby wczuć się w daną chwilę i stworzyć taki nastrój. Poza tym uzewnętrznianie swoich uczuć, tez nie jest ani proste, ani takie oczywiste w świetle flesza. I co najistotniejsze, podczas ślubu, fotografowane są dwie osoby, a nie jedna, i czasami większy nacisk kładzie się na wspomnianą pannę młodą, bo to ona jest gwiazdą wydarzenia, z oczywistą stratą dla portretu męskiego.


Trzecie kategoria to zdjęcia z uroczystości, wydarzeń od zdjęcia klasowego począwszy, po komunię, chrzciny, wydarzenia firmowe. Są to przykład zdjęć, kiedy nie ma szansy na bezpośrednią interakcję między fotografem a osobą fotografowaną. O ile przy zdjęciach klasowych, fotograf dla o to, aby ‚główkę każdego z ucznia było widać’, to jednak hasło ‚a teraz leci ptaszek’ albo mówimy ‚cheese’, to z całym szacunkiem, nie jest to pozowanie naszego modela. Fotograf nie ma możliwości, aby indywidualnie podejść do każdej z osób, które ma utrwalić na zdjęciu. Pół biedy, kiedy w procesie postprodukcji, fotografowi chce się ‚podmieniać główki’, aby każdy być uśmiechnięty, i nie był na zdjęciu z zamkniętymi oczami.


Czyli mając w garści tych klika spotkań z fotografem, jest spore ryzyko, że nie spotkaliśmy odpowiednio dobrego fotografa na swojej drodze, który poświęci nam swój czas i całą swoją uwagę.

Tak więc, jak mieliśmy dobrze wyjść na zdjęciach, kiedy de facto nigdy nie byliśmy dobrze sfotografowani? Kiedy mieliśmy tak naprawę przekonać się, sprawdzić, że dobrze wychodzimy na zdjęciach, kiedy nigdy nie mieliśmy ku temu okazji?


Ja podczas konsultacji z moimi klientami podkreślam, że nie wykonuję usług w 5 minut.

Uważam, że sesja fotograficzna jest spotkaniem dwóch stron, gdzie każda z nich musi się poznać. A co najważniejsze, fotograf musi zdobyć zaufanie swojego Klienta. Musi przełamać lody, a to wszystko wymaga czasu, nawet jeśli czas jest najbardziej cenną walutą. Jednak zdjęć biznesowych nie wykonujemy z częstotliwością raz w tygodniu, czasami potrzebujemy tylko jednego zdjęcia, ale nie jednego miernego, a jednego BARDZO DOBREGO. Dlatego, nie ma znaczenia, że wykonam 200 ujęć, aby wyszło to jedno bardzo dobre, gdzie będą współgrały wszystkie elementy.


Moi koledzy fotografowie używają w swojej komunikacji sloganów w stylu: Fotogeniczność nie istnieje, tylko źle sfotografowane twarze! I to jest 100% prawdy. Ja mówię, że każdy z nas może i zasługuje na to, aby wyglądać na zdjęciach bardzo dobrze i co lepsze, może sam sobie się podobać. Tylko musi otrzymać ku temu odpowiednie warunki.


Bycie fotografowanym to jest proces, przez który trzeba przejść, to często jest jak terapia samoakceptacji. Ucząc się technik pozowania, wsłuchując się we wskazówki fotografa, jesteśmy w stanie wyglądać jak milion dolarów.


Oczywiście, nie będę ukrywać, że często połowę przysłowiowej roboty robi profesjonalny makijaż i uczesanie włosów. Bez dwóch zdań, praca zespołowa, nad osobą fotografowaną plus do tego odpowiednio dobrana garderoba, potrafią uczynić niemalże cuda. Prawdą jest, że szata zdobi człowieka, dlatego zupełnie nierozsądnym byłoby nie wykorzystać wiedzy i doświadczenia, które mogą pozytywnie wpłynąć na nasz wizerunek.


I choć wszystkie zdjęcia, które oddaję w ręce moich Klientów są retuszowane, to często w trakcie sesji, kiedy przeglądamy ujęcia na ekranie komputera, padają z usta moich Klientów słowa, że już na tym etapie, tego co jest zdjęciem prosto z aparatu fotograficznego, podoba im się efekt.



Reasumując, nasze krytyczne wypowiedzi na temat tego jak źle wychodzimy na zdjęciach, są wynikiem nie tego jacy jesteśmy, a jedynie wynikają z faktu, że nigdy wcześniej nie byliśmy sfotografowani przez profesjonalnego fotografa, który specjalizuje się w fotografii portretowej, który ma w sobie empatię, wyrozumiałość i życzliwość wobec swoich Klientów oraz posiada wiedzę z zakresu sztuki pozowania.

Dlatego z rozwagą wybierajcie swojego fotografa. Czytajcie opinie o nim.

Ponoć z sesji fotograficznej zapamiętujemy nie to jakie zostały wykonane zdjęcia, ale atmosferę, która panowała podczas ich wykonania.


103 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie